niedziela, 17 sierpnia 2014

Łomnica Zdrój-Hala Łabowska-Runek-Wierchomla Mała.

Dwa tygodnie czekałam aby wybrać się w góry,a deszcz jakby się uwziął codziennie lało i to z taka siłą jakby nie padało co najmniej z miesiąc.
I choć w niedzielę zwykle w góry nie chodzę z kilku powodów to dzisiaj nie wytrzymałam,na bramce wywiesiłam kartkę że"Ogród Marzeń"dzisiaj nieczynny.
Tradycyjnie poszłam pieszo do Barcic ponieważ w Barcicach jest bardzo dobra komunikacja autobusowa można dojechać niemal wszędzie.Pojechałam busem do Łomnicy Zdrój,byłam tutaj dwa tygodnie temu ale wtedy szłam na skróty do żółtego szlaku z dobrą przewodniczką,tym razem poszłam niebieskim szlakiem na Halę Łabowską.
I niemal od samego początku wiedziałam że będzie to ciekawa trasa.
Przepiękne widoki,polany z widokiem na góry,lasy iglaste a na polanach opuszczone drewniane chatki.Trochę szkoda że mieszkańcy zostali zmuszeni przez życie do znalezienia lepszych miejsc, jednak ktoś o te miejsca dba bo trawa była wykoszona.
Niebieski szlak zaczął się za Leśniczówką i prowadził obok szkółki leśnej i mogłam podejrzeć jak rosną maleńkie drzewa iglaste i liściaste.Potem drogą przez las który niesamowicie pachniał ściółką leśną i grzybami.Przez potok musiałam przejść po kamieniach,poziom wody nie był wysoki i kłopotu z tym nie miałam.A tuż za potokiem bystre podejście w górę po kamieniach i korzeniach drzew ,trwało to około 30 minut.Kiedy wierzchołki drzew sąsiednich gór były na wysokości moich stóp, góra zaczęła robić się łagodniejsza.Dalej droga wiodła przez polany,czasem przez grzbiet góry, to znowu przez las iglasty który zaczął być jaśniejszy gdy pojawiały się drzewa liściaste które jeszcze mają zielone liście, wkrótce jesień pomaluje je kolorami.
Przede mną cały czas szła para młodych ludzi czułam się z nimi bezpieczniejsza.Chodzę sama bo mąż nie ma jeszcze urlopu,koleżanki nie mają czasu a Beata woli przytulać się do swojego "Aniołka".
Beata!-wkrótce jesień i chłodniejsze dni będziesz się wtedy tuliła do męża a teraz mogłabyś jeszcze poruszać kończynami:)?
I tak z parą wędrującą przede mną doszłam do schroniska na Hali Łabowskiej,nie wstąpiłam do niego bo chciałam zobaczyć Bacówkę nad Wierchomlą a ponieważ dzisiaj niedziela to co trzeci bus kursuje i musiałam tak trasę zaplanować by mieć czym wrócić do domu.
Z Hali Łabowskiej szłam czerwonym szlakiem do skrzyżowania szlaków Runek a potem niebieskim szlakiem do Bacówki i dalej niebieskim szlakiem do Stacji Narciarskiej Dwie Doliny.
Mogłam zjechać w dół wyciągiem krzesełkowym ale mając we wspomnieniach niedawny czerwcowy zjazd taką kolejką w Szczawnicy,poszłam pieszo równo z wyciągiem nie musiałam się martwić że pobłądzę i tak doszłam do przystanku autobusowego w Wierchomli Małej .
O godzinie 13.26 jechałam busem do Barcic.

Potok Łomniczanka.
Trzeba przejść przez potok
I pod górę

Bacówka nad Wierchomlą przeżywała pełne obłożenie a nawet więcej,
chyba w żadnym schronisku nie widziałam tylu pieszych turystów,rowerowych na motorach ,na quadach.

piątek, 8 sierpnia 2014

Poduszeczki.

Wiem moi drodzy że czekacie na kolejną relacje z moich podróży szlakami górskimi,niestety pogoda nie odpuszcza i codziennie nad ogrodem przechodzą ulewy.
W minioną środę oczywiście rankiem wyruszyłam do Barcic aby tam wsiąść do busa i dalej w drogę.Gdy czekałam na bus miałam jeszcze 5 minut przyszła taka ulewa że niemal biegłam do domu przyszłam mokra jak" Wodnik Szuwarek".Ja deszczu się nie boję choć wędrówka wtedy nie jest przyjemna ale boję się górskich potoków które niemal natychmiast wzbierają i stają się niebezpieczne.
A tak się złożyło że mam wolne tylko środy,soboty i niedziele mam ogród otwarty dla zwiedzających i muszę być w ogrodzie. I tu trochę się pochwalę, ten pomysł spodobał się moim sąsiadom i razem ze swoją rodziną czy znajomymi spacerują po ogrodzie.Ja się bardzo cieszę i tym którzy odwiedzają "Ogród Marzeń"bardzo dziękuję.
Tak chciałam aby czuć się w ogrodzie swobodnie tak jak w parku,ja czasem coś grzebię w ogrodzie czasem coś robię w domu,na dzieci które przychodzą do ogrodu mam"oko"żeby sobie krzywdy nie zrobiły.Ale niech moja obecność w ogrodzie czy jej brak nikogo nie krępuje.
Mieszkańcom wyraźnie brakuje takiego miejsca na spacery,gdzie można by sobie usiąść popatrzyć,odpocząć.
A w ogrodzie powoli ale jednak realizujemy a właściwie budujemy pewien domek,który dla niektórych będzie czymś" nietypowym",u nas wszystko jest nietypowe my sami zresztą też:)
I chcielibyśmy w tym roku zakończyć jego budowę,ponieważ w przyszłym roku jeśli dopisze nam zdrowie i finanse będziemy chcieli zrobić" coś" to dopiero będzie niezwykłe i nietypowe bo w najbliższej okolicy a nawet tej dalszej nic takiego nie ma.Przynajmniej ja nie widziałam i nie słyszałam.
A ponieważ pogoda zmusza do siedzenia w domu żeby nie marnować czasu postanowiłam zrobić coś pożytecznego,potrzebnego i ciekawego.
Bardzo długo szukałam przeglądając sklepy internetowe i blogi,poduszek i siedzisk do altanki.Takich aby pasowały do klimatu ogrodu i gdzieś natknęłam się na bloga w którym pani wyszywała woreczki na zioła.A mnie przyszedł pomysł aby właśnie takie poduszeczki sobie wyszyć z motywami kwiatowo-ziołowymi.Kupiłam kremowy materiał/len/ i do wyszywania się zabrałam.Poduszek będzie 6,aktualnie wyszywam piątą.Nie oceniajcie mnie zbyt surowo bo robię to pierwszy raz, no może drugi bo wyszywałam etykietki na wino i nalewki.
Na chwilę obecną nie mam pomysłu jaki materiał wybrać na siedziska,musi być grubszy odporny na ścieranie i ciemniejszy a może w jakieś wzory,żeby się nie brudził.
Jak macie jakieś pomysły to bardzo proszę o pomoc ja pokażę jak wyglądają te poduszeczki.
Każda z poduszek będzie miała zrobiony na szydełku ozdobny jeden bok.



poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Sierpień w ogrodzie.

Te dni tak szybko biegną jeszcze trochę i lato będziemy wspominać.
W ogrodzie kwitnie już mniej kwiatów zaczynają kwitnienie jesienne.
Pracy mam bardzo dużo nie tylko zbiór malin ale też wycinanie,przycinanie i plewienie letnich malin które zakończyły owocowanie.Gdy plewiłam maliny gleba zapachniała grzybami tak mocno że zaczęłam szukać czy nie ma grzybów w pobliżu, niestety nic nie znalazłam.Cały czas przetwarzam własne ogórki i pomidory których też mam dużo.Pogoda też dorzuciła mi pracy bo jest wilgotno i trzeba wykopywać ziemniaki,cebulę i czosnek.Nie mówiąc o plewieniu bo chwasty rosną na potęgę,dawno nie miałam w ogrodzie tyle pracy z plewieniem minione lata były bardzo suche.
Nie może zawsze być tak samo bo byłoby nudnie i zbyt przewidywalnie.A właśnie przed chwilą przetoczyła się nad Zagórzem burza,przez chwilę padało bardzo mocno.Srebrne nici błyskawic przecinały niebo niemal z każdej strony,warczało i grzmiało w chmurach....i naraz wszystko ucichło.



Książkę kupiłam na giełdzie staroci.Jest to wydanie z 1946 r -Profesor Wilczur,druga część słynnego "Znachora". Bardzo ciekawa książka nawet nie wiedziałam że jest druga część.
A ciasto-choć w smaku pyszne to nie do końca udane.wykorzystałam nowy przepis na ciasto kruche i wcale nie jest dobry bo ciasto za mało wyrośnięte.

Za to nalewka bardzo udana,jednej butelki już nie ma, a przepis pochodzi z bloga Anioły w kuchni.
Ja zrobiłam ją na spirytusie bo wszystkie nalewki tak robię,nam takie smakują:)

Nalewka lawendowa,przepis także pochodzi z bloga nie pamiętam już z jakiego.