wtorek, 30 października 2018

Nim spadnie ostatni liść.........


Jesień to piękne kolory przebarwiających się liści, wirujących z wiatrem.
Złota polska jesień opadła na trawnik i mam codzienne grabienie kolorów w ramach darmowego fitness.
A na drzewach jeszcze dużo liści. W samą porę zdążyłam rozrzucić w ogrodzie ogromną górę kompostownika, a już jest nowa z samych liści i suchych pędów. W ogrodzie pracuje sie przyjemnie, mamy letnie temperatury, tylko wiatr przeszkadza na wszystkie sposoby, ja grabię liście, wiatr porywa i rozrzuca.
Zapasy na zimę  w spiżarni zrobione i może nas zasypać śnieg po sam dach, z głodu nie zginiemy. Syn przywiózł ze swojej działki owoce pigwy. Ja mam w ogrodzie jeden krzak, ale mocno go przycinam, nadając mu kształt i tym samym ograniczając jego rozrastanie się. I choć czasem ma kilka kwiatów, to nigdy nie miał owoców.
I poraz pierwszy zrobiłam nalewkę z pigwy i sok, sok bardzo dobry, na jesienno - zimowe szarugi będzie doskonały do herbaty.

































Kompostownik może nie urodziwy, ale bardzo potrzebny dla wzbogacenia ziemi w ogrodzie. Ziemi gliniastej, wysuszonej przez wiatr i wypalonej przez słońce.



Owoce z ogrodu.



Co roku, od wielu lat w moim domu musi być kapusta kiszona.



Nalewka i sok z pigwy.














czwartek, 18 października 2018

Idę na wybory.



Gdy mieszkałam w Nowym Sączu do lokalu wyborczego miałam zaledwie kilkadziesiąt kroków.
Teraz mieszkając na wsi, aby oddać głos w wyborach, to jest już wycieczka, - samochodem.
Pieszo byłoby to kilka kilometrów. Gdy tylko to możliwe całą rodziną korzystamy z tego przywileju wolności.
W tym roku wypada bardzo ważne dla Polaków Święto Niepodległości, ale wraz z tym świętem jest też inna bardzo ważna data o której się nie pisze, nie mówi i pewnie nie wszyscy wiedzą.
28 listopada 1918 na mocy dekretu Tymczasowego Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego obchodzimy 100 rocznicę nadania praw wyboczych czynnnych i biernych, kobietom. to nie stało się samo. 
Kobiety były pierwszą siłą walczącą o wolność dla wszystkich. Za tą walkę były więzione, bite, szykanowane, poniżane i zabijane.
Przed tą datą o losach narodu, kto będzie w nim sprawował władzę, decydowali możni panowie i księża.
Kobiety i ludzie biedni nie mieli żadnych praw.
Dlatego dzisiaj, gdy słyszę od osób wykształconych, którzy uważają siebie za inteligentnych, że do wyborów nie idą, bo nie ma dla nich odpowiedniego kandydata - to ręcę opadają.
Jaki wy dajecie przyklad swoim zachowaniem.
Idźmy do wyborów niezależnie od poglądów politycznych, religijnych czy społecznych, oddajmy w ten sposób hołd dla tych, którzy nam tę wolność - wywalczyli i ofiarowali. 

niedziela, 14 października 2018

October in the Garden of Dreams.




Jesień wprowadziła do ogrodu swoje porządki, kolorowe dywany z liści, ścielące się pod drzewami, zapach grzybów i wieczorny chłód.
W dzień mamy temperatury letnie, co bardzo mnie cieszy. Jesień jest piękna, gdy jest słoneczna i ciepła, wtedy w pełni możemy podziwiać uroki złotej jesieni.
W ogrodzie pracy ogrom. Udało mi się poroznosić ziemię kompostową na rabaty i tym samym zlikwidować ogromną górę ziemi.
Z krajobrazu ogrodu zniknęły wysokie miskanty, część z nich trafiła do zagrody Qrnej Chaty. Kury mają ciepło i sucho, a pozostała część powędrowała do worków po zbożu i na strych kurnika.
Opadłe liście usuwam na bierząco, jedne trafiają na kompost inne przekopuję razem z ziemią, a jeszcze inne jak orzecha włoskiego i róż - palę. Liście orzecha włoskiego na kompost się nie nadają, ponieważ zawierają szkodliwe substancje hamujące rozwój roślin. Można liście orzecha włoskiego kompostować oddzielnie i taką ziemię sypać pod rosliny, którym zawarty juglon nie przeszkadza, a nawet pomaga. Ja nie mam miejsca na dwa kompostowniki. Liście róż można kompostować, ale tylko zdrowe. A ponieważ zazwyczaj są porażone chorobami ( ja nie stosuję oprysku w ogrodzie ) choć zawsze mam taki pod ręką, na wypadek gdyby sytuacja wymknęła się spod mojej kontroli.
Więc jedne i drugie liście po wysuszeniu idą do pieca. I to jest sposób na zapobieganie chorobom.
Wykopałam karpy dali, kryni i usunęłam aksamitki, które zostały zniszczone przez przymrozki.
W ogrodzie powstał Ziołowy Zakątek realizowany w ramach projektu" Przyrodnicze zakątki z tabliczkami i wiklinowe zioła".
W dwudziestu dużych wiklinowych koszach rosną zioła; tymianek, mięty w różnych odmianach, szałwie, oregano, hyzop, estragony, rozmaryn, szczypiorek czosnkowy i ożanka. Otrzymane gratisy - lawendy posadzilam w gruncie. Wiosną i one trafią do wiklinowych koszy.
Na wiekach koszy, każde zioło dostało krótki opis. Przez zimę pomyślę co zrobić, aby te napisy były bardziej trwałe. Wydrukowane kartki w koszulkach długo nie wytrzymają, może się uda chociaż jeden sezon, to już będzie dobrze.
Kosze z ziołami na zimę powedrują do budynku muzeum.
Zioła zostały  przetestowane w piątek przez dzieci ze szkoły podstawowej i cieszyły się ogromną popularnością. 
Tabliczki metalowe, z grawerowanymi napisami są w trakcie realizacji.


Róże wciąż jeszcze kwitną i pachną.






















Aleja Róż jeszcze całkiem dobrze wygląda.




Ziołowy Zakątek.
Wiosną kosze będą stały bliżej siebie na żwirze, teraz stoją na cegłach, bo nie miałam innego materiału pod ręką. Kosze są na tyle wysokie, aby nie trzeba było się schylać i żeby każdy mógł spróbować ziół prosto z ogródka. Ziołowy Zakątek to doskonałe miejsce edukacyjne w którym każdy może poznać walory zapachowe, smakowe zioł i zaznajomić się z różnymi gatunkami.




Ciekawostką Ziołowego Zakątka jest lebiodka "Kent Beauty", zwana oregano o kwiatach przypominajacych szyszki chmielu w kolorze rózowozielonym.

Również ciekawostka -  szczypiorek czosnkowy łączący smak czosnku i szczypiorku.
Uratowałam łodygi z kwiatami uciekając się do fortelu, że  łodygi z kwiatami są niedobre.


Ożanka właściwa to kolejna ciekawa roślina Ziołowego Zakątka.




Laur - wawrzyn.





Miskanty  w zagrodzie Qrnej Chaty. Kury mają sucho i ciepło.

Pozostałe miskanty umieściłam na strychu Qrnej Chaty. A z tyłu strychu widoczne dziurki na zdjeciu to otwory dla pożytecznych owadów, które tam  zimują. To dobre miejsce zwłaszcza dla pożytecznych złotooków. Białe papierki to pozostałość po groźnych owadach, osach i szerszeniach. Do których usunięcia musialam wezawać specjalistyczna ekipę. Papierki są nasączone substancją, która odstrasza je przed ponowną chęcią wprowadzenia się. Papierki już zdjęłam.



Jesienna herbata z mięty w jesiennym ogrodzie.



























piątek, 12 października 2018

Jesienna Pani w Ogrodzie Marzeń.



Dzisiaj Ogród Marzeń gościł dzieci z klas 1, 2 i 3 ze Szkoły Podstawowej w Popowicach.
Ogród mieni się feerią barw, zamiast kwiatów są owoce, które będą pożywieniem zimą dla ptaków.
Jesień zastapiła lato, i  kolorowe liście zostały pięknie wykorzystane do prac plastycznych.
Każda klasa wraz Panią wychowawczynią wykonała obraz Jesiennej Pani z użyciem kolorowych liści, płatków kwiatów ( jeszcze kwitną róże ). Dzieci przyniosły z sobą różne ozdoby, którymi udekorowały Jesienną Panią.
Tak wygląda złota polska jesień w pełnej krasie.
Dla wszystkich uczestników za ich pracę był upominek.
Na zakończenie spotkania oglądaliśmy i smakowaliśmy zioła w "Ziołowym Zakątku", który został przygotowny w ramach projektu pt."Przyrodnicze zakątki z tabliczkami i wiklinowe zioła".
Najbardziej smakowala dzieciom mięta w różnych odmianach i szczypiorek czosnkowy.
Za wizytę dziękujemy.









sobota, 6 października 2018

Ponte Tibetano Valle di Sementina.




Most Tybetański, drewniany most wiszący łączący dwie gminy Lugano i Bellinzona.
Zbudowany w 2014 roku, zawieszony 130 metrów nad ziemią o długości 270 metrów.
Rankiem przyjechaliśmy do miasta Monte Carasso, zaparkowaliśmy samochód na dużym parkingu koło punktu informacji turystycznej ( parking płatny ). I po pięciu minutach byliśmy przy kasie kolejki, która zawiozła nas na szczyt góry Mornera 1347 m.n.p.m.
Na szczycie jest restauracja i kamienne domki w których można wynająć pokoje.
Widoki z góry są piękne, a pogoda pozwoliła nam wszystko zobaczyć.
Po obejrzeniu okolicy zjechaliśmy kolejką jeden przystanek i ruszyliśmy w długą, trochę męczącą drogę oznaczoną kolorem czerwonym. Temperatura 30 stopni i ciągle świecące słońce nam w twarz, dały nam do wiwatu.














Takich towarzyszek wędrówki - jaszczurek jest tu mnóstwo. Mają świetne warunki do zamieszkania, wszędzie kamienne murki, domy i ścieżki.


Krzewy dziko rosnącego żarnowca to widok częsty.






Na trasie był kościół San Bernard, niestety zamknięty - czynny od środy do niedzieli, od 10 do 17.
Trochę szkoda nie zobaczyliśmy fresków namalowanych na ścianch wewnatrz światyni.


Przed nami jeszcze 45 minut drogi:)


A oto i jest most, idziemy i nic a nic się nie boimy.




Najciekawszy moment na moście - to jego środek. most drży rozkołysany chodem turystów i poruszany wiatrem.


Idziemy do kaplicy San Defendente. A potem będziemy schodzić do miasta Sementina.


Spotykani w drodze turyści mówią; Buon giorno.



Kaplica także była zamknięta.




Po drodze natknęliśmy sie na Bar samoobsłgowy. W zamrażarce były lody, a w lodówce napoje.


Kupiliśmy dwa lody  i zapłaciliśmy 6 CHF x około 4 złote, nie jest tu tanio, oj nie.


Gdy już zeszliśmy z Alp byliśmy zmęczeni i głodni. W jednym otwartym barze ( wszędzie sjesta ) zamówiliśmy dwa dania regionalne z Doliny Verzasca. Pięknie brzmiąca nazwa- Cucina, nic nam nie mówiła. Kelnerka mówiła tylko po włosku i dowiedzieliśmy się, że będzie z salami.  Gdy dostaliśmy coś, co miało być według naszego myślenia obiadem, nie mogłam się powstrzymać ze śmiechu.
Wędliny surowe, cienko krojone mocno ziołowe, słone jak cała kopalnia soli w Wieliczce. Pić nam się chciało nieludzko, nawet zamówiona pepsi nie ugasiła naszego pragninia. Pędziliśmy do samochodu .......i jest nasza woda mineralna Piwniczanka. Zawsze mamy zapas napojów, gdy wybieramy się w podróż. A danie warto było spróbować w końcu to kuchnia regionalna.